środa, 28 marca 2018

# 16


Ze snu wyrywa mnie natarczywy dźwięk budzika. Śniłam....nie pamiętam. Chcę jeszcze chwilę zostać w łóżku, ale odgłos przestawianego przez Konrada zegarka wprawia mnie w irytację i wstaję. W myślach kombinuję jakie ubrania mogę dziś założyć, by nie wymagały prasowania. Spoglądam za okno, wsłuchuję się w ciszę przecinaną odgłosami przejeżdżających aut. Na trawniku resztki brudnego śniegu, a więc w nocy nie padał. Schematycznie wykonuję codzienne czynności słysząc w swojej głowie różnej maści mądrości. Nic nie dzieje się bez powodu....jesteś kowalem swojego losu....masz to na co pozwalasz....nie pisz czarnych scenariuszy...myśl pozytywnie...nie ma tego złego....Strofuję się za parszywy nastrój...powinnam się uśmiechać. Powinnam..... Zaczarowuję rzeczywistość. Zamykam cicho drzwi mieszkania. Wychodzę z bloku.....wprost w gęsto padający śnieg.

Update
Teraz pada deszcz....dla odmiany.  To już jakby bliżej wiosny.  Uparcie walczę z pesymizmem i wszędobylską niechęcią.  Do wszystkich i wszystkiego.  Gdy wrócę do domu oddalę się w miejsce odosobnienia i tam sobie pobiadolę.  Chociaż....pojutrze wyjeżdżamy i warto byłoby przygotować już co nieco na tę wyprawę.  

wtorek, 27 marca 2018

# 15


Tak jak wiele innych wydarzeń godzina „W” nadeszła, wybrzmiała i stała się przeszłością. Trzymając mocno dłoń Konrada weszłam, prawie jak w paszczę lwa, do tzw. pokoju VIP, uścisnęłam kilkanaście dłoni nie zapamiętując praktycznie żadnego imienia, a potem było już zwyczajnie. Wbrew moim obawom moja osoba nie budziła raczej zbyt wielkiego zainteresowania, a przynajmniej takiego, z którym czułabym się źle. Część rozrywkowa, która była niespodzianką dla jubilata, najbardziej trafiła w gust panów i dzieciaków. Potem wszyscy pojechaliśmy do domu brata Konrada, by przy wspólnym stole oddać się przyjemności konsumpcji przygotowanych smakołyków. Udało mi się nawet zamienić parę zdań z paniami, a od uśmiechów bolały mnie mięśnie twarzy. Zaskoczył mnie wiek gości, bo nie licząc rodziców, z Konradem byliśmy najstarsi. Reszta towarzystwa przybyła z małymi dzieciaczkami. Dom jubilata znajduje się spory kawałek od miasta, a ja z wygody nie garnęłam się do prowadzenia samochodu, więc kierowcą był Konrad. Pożegnaliśmy się tuz po godzinie 20.oo. Wróciliśmy do domu oboje w doskonałych nastrojach. Konrad był szczęśliwy, że nie spanikowałam i pojechałam na tę imprezę, a ja z przyjemnością patrzyłam jak cieszy się, że powoli wchodzę w jego rodzinę. Podobnie jak ja odetchnął chyba z ulgą, że wszystko poszło gładko, a jego brat z żoną przyjęli mnie z dużą życzliwością. Na do widzenia otrzymaliśmy zaproszenie do następnych odwiedzin.
Mamę Konrada, która nie przepada za takimi dużymi spędami towarzyskimi i na imprezie była nieobecna, poznałam dopiero w poniedziałek. Zupełnie spontanicznie Konrad zabrał mnie do swojego rodzinnego domu, gdy przejeżdżaliśmy w pobliżu. Nie miałam więc czasu na pisanie możliwych scenariuszy. Było naturalnie i miło.
Z każdym dniem coraz bardziej rośnie moja radość na zbliżający się wyjazd świąteczny. Przyda nam się taki odpoczynek z dala od naszej codzienności.

# 14


Znamy się prawie 2 lata. Kiedy Cię poznałam nie miałam już ochoty na nowo budować kolejnego związku. Niedawno zakończyłam ten, który stopniowo nabierał całkiem realnych kształtów. Tak skrupulatnie, krok po kroku, realizowaliśmy z S. nasze plany, że ani się obejrzałam jak wszystko się rozsypało. Powiedziałam sobie,  że pewnie nie jest mi pisane przejść pozostałą część życia w towarzystwie kogoś bliskiego.  Może nie potrafię, nie mam szczęścia i takie tam. Oswoiłam samotność, nawet dałam jej większe pole do popisu, bo zaprzestałam pilnie zagospodarowywać swój wolny czas. Było to oczywiście jakimś kosztem, ale nie chciałam o tym myśleć. Twoje słowa wzbudziły moje zainteresowanie, zatrzymały na dłuższą chwilę i rozbudziły chęć poznania Ciebie. Gdy się spotkaliśmy na szczęście serce nie zaczęło mocniej bić tylko całkiem spokojnie mogłam się Tobie przyjrzeć. Gaduła z Ciebie więc miałam szansę Cię wysłuchać, pozwolić by Twoje słowa swobodnie przepływały przeze mnie układając się w Twój obraz. Oczywiście fizycznie podobałeś mi się, ale to było tak mało ważne wtedy. Miałeś w sobie taką szczerość i ufność dziecka. Zaciekawiło mnie to, ale też wyostrzyła się moja ostrożność. Tak, tak....nieufność....jeden z moich przerażaczy. Lubiłam spotkania z Tobą, odkrywanie podobieństw, fajne dialogi, wygłupy, śmiechoterapię do łez, wspólne wypady w Polskę. Dopiero pewne sytuacje, które zmusiły mnie do przemyślenia „co dalej z moim życiem” spowodowały to, że zauważyłam jak dużo jest Ciebie w mojej codzienności.  Niezauważenie stałeś się jej częścią, bardzo ważną zresztą. I tak jest do dziś. 
Więc kiedy wczoraj zadzwoniłeś do mnie z informacją, że miałeś wypadek (a może użyłeś słowa kolizja), przez długą chwilę stałam przerażona z telefonem w dłoni. Uspokoiłeś mnie, że nic Ci się nie stało i będziesz na bieżąco się odzywał. W pierwszym momencie zgodziłam się z Tobą i zaczęłam szykować się do wyjścia do pracy. Przecież czekają tam na mnie ważne terminy i szef, który beze mnie paru spraw nie ogarnie. A po chwili nareszcie przestałam być taka chłodnie racjonalna i dałam dojść do głosu sercu. Zadzwoniłam do szefa informując go, że mam pewien problem i później będę w pracy. Wsiadłam w taksówkę i pojechałam do szpitala, do Ciebie. Mój niepokój zmniejszył się dopiero, gdy Cię zobaczyłam. Co prawda na wózku, ale bez bandaży, gipsów itp. Jak dobrze, że nic Ci się nie stało. Że jesteś cały i zdrowy. Zostałam w Tobą na czas tych wszystkich rutynowych badań potwierdzających to, że wyszedłeś z tego tylko z obolałym kręgosłupem. 
Przez brak doświadczenia, niefrasobliwość, nieuwagę, czy cokolwiek innego, młodego kierowcy straciliśmy tylko samochód.  
Czekamy na załatwienie spraw z ubezpieczycielem.  Na ten czas dostaliśmy prawie nowe auto zastępcze i zgodnie porzuciliśmy pomysł, by na świąteczny wyjazd wybrać się jednym samochodem ze znajomymi.  Na tę chwilę wyłączamy pragmatyzm. Zapominamy o mniejszych kosztach podróży, korzystamy z okazji i komfortowo, we dwójkę pojedziemy  tym całkiem fajnym zastępczakiem.  Na mp3 czeka już, do wspólnego odśpiewania podczas jazdy, pokaźna składanka muzy.

piątek, 23 marca 2018

# 13

Przyzwyczajam się do ludzi, przywiązuję często mocno.  Podobnie ma się sytuacja z fryzjerką, czy też kosmetyczką.  Od lat obydwie panie znajdują się w grupie bliskich mi osób, którym w tak ważnych dla kobiety kwestiach ufam.  U tej ostatniej  miałam w tym tygodniu wizytę.  Lubię te chwile na wygodnej leżance, gdy otoczona przyjemnymi zapachami jestem głównym obiektem zainteresowania.  Raz na jakiś czas dłużej oddaję się różnym zabiegom kosmetycznym, więc jest sposobność prowadzenia dialogów.  Często zahaczamy o tematy osobiste, więc mamy o naszym prywatnym życiu jako taką wiedzę.  Polecamy sobie wydarzenia kulturalne, dzielimy się planami wyjazdowymi bądź wrażeniami z nich.  Ostatnio jednak, zupełnie nieoczekiwanie, moja kosmetyczka podjęła się rozmowy na tematy polityczne.  Nie kryłam zaskoczenia, ale być może wydarzyło się coś co mocno ją poruszyło.  Osobiście daleka jestem od tego typu rozmów.  Jeśli chodzi o politykę to jestem w tym cienka.  Świat polityki to nie moje klimaty, ale nie da się nie  słyszeć tego i owego więc jakieś tam śladowe poglądy mam.  Okazało się, że obydwie znacznie się nimi różnimy.  W pewnym momencie nawet poczułam lekką irytację, ale szybko spacyfikowałam niepotrzebne emocje starając się sprytnie zakończyć temat.  Tak w dużym myślowym skrócie to szanuję ludzi i ich poglądy, nawet jeśli stoimy na przeciwległych krańcach.  Widziałam jednak jak moja pani kosmetyczka coraz mocniej się nakręca usiłując przekonać mnie jak bardzo się mylę w swoich poglądach. Zamilkłam nie mając już ochoty ostudzać jej zapędów i tłumaczyć, że źle mnie rozumie.  Przyjemna wizyta stała się w jakimś stopniu niemiłą i chciałam jak najszybciej ją zakończyć.  Z ulgą uregulowałam rachunek, umówiłam na kwietniowy termin (tym razem będzie dłużej) i pożegnałam się szybko.  Całą drogę powrotną do domu miałam w głowie tę naszą polemikę.  W sumie to nawet był dosyć emocjonalny monolog tej pani.  Wieczorem dostałam od niej sms-a z przeprosinami za politykowanie.  Ufffff.....bo już się obawiałam, że będę musiała szukać innego salonu kosmetycznego.  
Godzina W tuż tuż.  Dziś czas na odświeżenie fryzury. Może wtedy i wiosna zechce przyjść szybciej w moje strony...bo jakoś mam już dosyć tej bieli za oknem. 

wtorek, 20 marca 2018

# 12

   Mam fatalny nastrój. Znikąd...po prostu. Grymas mega niechęci pojawia się na mojej twarzy, gdy patrzę za okno i widzę padający śnieg, który na chodnikach zamienia się w brunatną breję. Być może to ostatnie już działania zimy w tym sezonie....mam taką nadzieję.
   Za mną sympatyczne spotkanie ze znajomym małżeństwem Konrada. Cieszyłam się, że powoli poznaję osoby mu bliskie. Chyba nawiązała się obopólna nić sympatii, bo postanowiliśmy, i los nam sprzyjał, razem wyjechać na święta wielkanocne. To już w przyszły weekend, choć za oknem aura, której można oczekiwać zgoła w inne święta. 
Razem z Konradem zaliczamy już do przeszłości spotkanie z moimi znajomym. Koleżanki i koledzy z lat ławy szkolnej podstawowej. Tym razem miejscem spotkania było nasze mieszkanie, a że frekwencja dopisała z trudem się wszyscy pomieściliśmy przy stole. Domowe warunki na spotkanie w tak licznej grupie nie są zbyt rozpieszczające. Towarzystwo rozeszło się nieco po północy, a my sprzątnęliśmy tylko naczynia do kuchni i zawędrowaliśmy do łóżka. Moja godzina spania dawno minęła więc uskutecznialiśmy z Konradem nocne Polaków rozmowy. Miło mi było słyszeć od znajomych gdy wychodzili od nas, że mam fajnego faceta. Co niektóre koleżanki wpatrywały się w niego jak w obraz, gdy grał na gitarze. Czasami zazdroszczę mu łatwości z jaką wchodzi w nowe towarzystwo. Ja jestem jego zdecydowanym przeciwieństwem. Może nie stoję obok grupy ludzi milcząc, ale potrzebuję trochę czasu, by poobserwować ich i ułożyć w sobie własne odczucia. 
   A przede mną godzina „W”.... idziemy na urodziny brata Konrada, gdzie będą też jego wieloletni znajomi. Zostaliśmy zaproszeni razem już jakiś czas temu, więc pierwsze opory mam już przepracowane. Stres powoli ulega zmniejszeniu i liczę na to, że zostanę przyjęta życzliwie i dobrze się tam będę czuła. A jeśli nie...to wyjdziemy wcześniej z imprezy.

środa, 7 marca 2018

# 11

   3.30.....otwieram oczy wyspana i czekam na dźwięk budzika.  Potem sięgam po niego ręką.....eeeee...jeszcze mogę spać.  Mogę...ale.... Kręcę się w łóżku, zabieram więc poduszkę i zmykam na kanapę do salonu, by nie budzić Konrada.  Dziś ma wolny dzień więc ma szansę dłużej pospać. W perspektywie u niego dziś rozmowa o pracę.  Może jej propozycja nie jest z tych wymarzonych, ale lepsza od tej, którą zajmuje się obecnie.  Zostawiam z nim parę dobrych myśli.
    Do momentu wyjścia z domu trzyma mnie jeszcze smuteczkowy nastrój.  Chłód poranka przyjmuje mnie w swe ramiona.  Zauważam resztki śniegu, które jakby wstydliwie przybierają kolor ziemi.  Jeszcze nie pachnie wiosną, ale jej rychłe nadejście skutecznie usuwa w odległy kąt osobisty panel z włącznikami negatywnego nastroju, marudzenia i szukania dziury w całym.  Wraca moje tu i teraz.  Wcale nie jest łatwo tej wersji się trzymać, ale nie poddam się tak łatwo.  Słuchawki do uszu i uśmiecham się do ulubionych melodii. Kłaniamy się ze znajomą panią na przystanku. Uśmiecham się lekko do ludzi w autobusie. Z panią w sklepie życzymy sobie miłego dnia. 

"jeszcze w zielone gramy....." w wykonaniu Darii Zawiałow pobudza moje endorfiny do działania.

To będzie dobry dzień !

# 10

Ponownie włączyła mi się ogromna awersja do rozwiązywania problemów dnia codziennego. 
Ciągle w toku są przepychanki z firmą, która zignorowała moje prawo i zrobiła w moim mieszkaniu co też sama chciała...bo tak... i mam ich zrozumieć (sic!). Moje ostatnie, drugie  wezwanie do przywrócenia stanu poprzedniego, postanowili zignorować.  Być może liczą na to, że upłynie termin rozstrzygania tego sporu na drodze postępowania sądowego. Dziś ślę do nich wezwanie ponowne, ostatnie zresztą.  Po cichu liczę na to, że dojdziemy do porozumienia bez konieczności spotykania się w sądzie.
Moja, nie tak dawna dobra koleżanka, która często "wypłakiwała się w mój rękaw", którą ratowałam z przeróżnych dołków-dołeczków, na ostatnim, wspólnym, zawodowym wyjeździe poniżając mnie podbudowała swoje wątłe ego.  Trafiła na dzień, kiedy nie potrafiłam przejść nad tym ponad.  Mając wszystkiego  "po kokardę", szczególnie, gdy chciałam porozmawiać o zaistniałej sytuacji, a ona oznajmiła mi, że nie ma o czym - obraziłam się i przestałam utrzymywać z nią kontakty.  Dziś okazuje się, że zmieniła pewne dokumenty dotyczące mnie, związane z tym wyjazdem, bez porozumienia ze mną.  W perspektywie czasu te działania mogą mieć dla mnie pewne konsekwencje. Jestem wściekła i mam ochotę przegryźć jej aortę.
Ponad 2 lata temu, kupując mały sprzęt agd wykupiłam przedłużenie okresu gwarancji o rok.  Jak na złość sprzęt nieoczekiwanie odmówił dalszej współpracy pół roku przed upłynięciem tego okresu.  Sądziłam, że zawiozę go do serwisu wraz z polisą, ale jak się okazało to tak nie działa.  Zgłosiłam telefonicznie awarię, musiałam zaczekać 2 dni, aż ktoś z firmy ubezpieczeniowej się do mnie odezwie, a na dziś umówiony jest kurier by rzecz odebrać. Zaraz po pracy mam pędem udać się do domu, bo kurier pracuje w godz. 9.oo - 17.oo.  Pani nie była zadowolona, gdy powiedziałam jej, że w domu to ja mogę być ok. godz. 16.oo.  Jej zdaniem powinnam chyba wziąć dzień urlopu i w tych godzinach na tę ważną personę czekać. Mam rzecz należycie zapakować, obkleić przeróżnymi informacjami oraz wydrukowaną specyfikacją.  Choć leży to w moim  interesie jednak te procedury zniechęcają mnie, by wykupować na przyszłość taką przedłużoną gwarancję. 

wtorek, 6 marca 2018

# 9

Gdy tak systematycznie odsuwałam się od ludzi, testując często bycie sam na sam ze sobą, grono moich znajomych zaczęło się wykruszać.  Jest to zrozumiałe, ale co niektórzy nawet nie zainteresowali się przyczyną mojej zmniejszającej się aktywności towarzyskiej.  Co  niektóre koleżanki-singielki poznały kogoś i oddały się całkowicie swoim związkom więc powiedzmy nie miały głowy zajmować się tą niesparowaną.  Bywa....   Marna garstka koleżanek, które mi pozostały także trochę się zdystansowała gdy poznałam Konrada.  Może miałam mniej czasu dla nich, ale zawsze starałam się go znaleźć na babskie spotkania....rzadziej, ale jednak.  Staram się rozumieć takie zachowania i z czasem pogodziłam się z tym, po nieskutecznych próbach zapobieżenia rozluźniania relacji.  Miałam wrażenie, że te próby były jednostronne.  W ubiegłym tygodniu zadzwoniła jedna z nich - Małgosia.  Rozmawiałyśmy jakby nigdy nic.  Na koniec jej konkluzja rozbawiła mnie do łez : stwierdziła, iż dobrze że Konrad jest taki dla mnie dobry, dba o mnie etc. bo to rekompensuje mi brak jej zainteresowania moją osobą.  Nigdy nie starałam się absorbować innych moim życiem na tyle, by ktoś był zobowiązany o mnie dbać.  Zwykle to ja bardziej interesowałam się problemami znajomych i chętnie pomagałam w ich rozwiązywaniu.  Chodzi o zwykły, koleżeński kontakt, zainteresowanie.  Gratuluję Małgosi dobrego samopoczucia.

poniedziałek, 5 marca 2018

# 8

Myśli miękko i płynnie przesuwają się przez moją głowę. Gdy tylko moje palce dotykają klawiatury, by je ubrać w słowa, wszystko momentalnie kostnieje. Słowa nagle stają się chropowate i z olbrzymim trudem przybierają kształt liter, by pojawić się tutaj.  Chciałam pozbyć się natłoku tych myśli pisząc w tym miejscu.  Nie sądziłam, że to będzie takie trudne.
Miała to być także pewna pomoc w powrocie do mojego dawnego ja.  Do kobiety otwartej, radosnej, pełnej energii, jaką byłam jeszcze parę lat temu. Zanim zdiagnozowano mnie jako kolejną "hashimotkę" oraz metodą prób i błędów dobrano dawkę leku, z każdym dniem coraz bardziej odsuwałam się od ludzi.  Czułam się wszystkim i wszystkimi zmęczona.  

# 7

Od kilku miesięcy nosiłam się z zamiarem zakupu nowego kompletu garnków oraz żyrandola do salonu.  Najbardziej lubię kupować, gdy coś wpadnie mi w oko i od pierwszego spojrzenia się spodoba.  Chyba całkiem niezły zestaw garneczków znalazłam na sieci i po wysłuchaniu zdania Konrada upatrzone zamówiłam.  Podobno paczka już jest dla mnie szykowana.  
W kwestii żyrandola nadal niczego fajnego nie wypatrzyłam.  Namówiłam Konrada w sobotę, by wybrać się do sklepów z oświetleniem.  Niczego fajnego nie znalazłam...niestety.  A potrzeba zmian dręczy mnie coraz mocniej.  
W drodze do miejsc udręki, związanych z poszukiwaniami w/w, usłyszałam od Konrada bardzo miłe stwierdzenie. Do tej pory  to ja czasami pytałam o to, ale tym razem sam z siebie oznajmił mi, że dobrze mu ze mną.  Takie spokojne życie, bez napięć, bez musów. Ot, po prostu samo się dzieje.  Zgadzamy się w przeróżnych kwestiach, nie musimy ciągle przekonywać siebie nawzajem o własnych racjach, a kompromisy przychodzą nam łatwo.  Lubimy spędzać ze sobą większość wolnego czasu.  Jesteśmy zwykle jednomyślni jeśli chodzi o formę jego spędzania.  Z racji moich dotychczasowych, nieciekawych doświadczeń dotyczących związków jestem ciągle bardzo ostrożna z zachwytami nad relacją z Konradem.  Zresztą....nie czuję nawet takiej potrzeby. Zwyczajnie mam w sobie spokój i przekonanie, że wszystko jest na właściwym miejscu.  Właśnie o takim związku od dawna marzyłam.