wtorek, 16 lipca 2019

# 35


Nadszedł ostatni dzień czerwca, gdy planowo musiałam przekazać klucze prawowitej właścicielce mieszkania. Na długo przed tym rozpoczęliśmy z Konradem żmudną pracę pozbywania się różnorakich „przydaśków”, przynoszenie z pobliskiego sklepu kartonów oraz pakowanie. Robiliśmy to bez pospiechu więc na ostatnie dwa tygodnie czerwca pozostało sporo pracy. Moje ogromne zdziwienie budziła ogromna ilość rzeczy, które człowiek gromadzi, lub jego zdaniem są mu niezbędne do życia. Teraz musiałam się z nimi ostatecznie pożegnać. Z niektórymi szybko, bez żalu, z innymi z wahaniem. Pragmatyzm zwyciężył. W mniejszym mieszkaniu nie ma miejsca na te wszystkie skarby, które tylko po prostu są i zajmują miejsce. Ten gorący czas przypadł na upalny okres czerwca. Nie było łatwo. Ale przeprowadzka przebiegła sprawnie. Dużo mniejszych rzeczy przewoziliśmy sami. Z perspektywy minionych dwóch tygodni na nowym miejscu stwierdzam, że miałam dużo szczęścia. Od momentu sprzedaży starego mieszkania miałam 2,5 miesiąca na zakup nowego. W tym czasie miałam zrobić remont i wyprowadzić się. Szybko zdecydowaliśmy się na mieszkanie nowe. Pojawiła się niezła firma remontowa do jego wykończenia, a zakupy materiałowe przebiegały naprawdę sprawnie, bez przykrych niespodzianek. Prace remontowe trwały zgodnie z planem, nie wydarzyło się nic co by spowodowało opóźnienie. Co prawda drobne wykończenia dokonywane były już w czasie, gdy mieszkaliśmy, ale nie były to duże niedogodności. Wczoraj umocowaliśmy na ścianie wieszak na ubrania i stwierdziłam, że widać już normalne mieszkanie. Mamy do ogarnięcia 2-3 pudełka i zapomnimy o codziennym slalomie pomiędzy nimi. Jak na razie dobrze nam się tutaj mieszka. Przed nami, a głównie przede mną, etap dopieszczania detali mieszkania. Mam pewne pomysły, z niektórymi muszę się przespać, z innymi zaczekać na lepsze finansowo czasy.
Zupełnie z innej beczki. W ferworze gorących, powyższych wydarzeń nieco na bok odeszły sprawy bardziej codzienne. Bardzo boleśnie dotarły do mnie pewne fakty. Nie chciałam ich zauważać ? Udawałam, że nie istnieją ? Dlaczego młoda, zdrowa osoba tak bardzo nie chce żyć ???