wtorek, 13 listopada 2018

# 28


Pewne zdarzenie, które miało miejsce gdy łączyła nas z Konradem niezobowiązująca relacja, skutkowało utratą mojego zaufania do niego. Z czasem stało się zobowiązująco między nami. Sądziłam, że zaufanie będzie stopniowo odbudowywane. I tak się dzieje, a może jest to tylko moje chcenie, by tak to widzieć. Wczoraj mieliśmy z Konradem pierwszą , poważniejszą kłótnię. Nim dostaliśmy „w prezencie” dodatkowy dzień wolny mieliśmy plan pracy, a po niej swoje spotkania. Konrad z kolegą, a ja z koleżanką. A potem wszystko się zmieniło, szczególnie u mnie. W sobotę zakupy, drobne przygotowania i popołudniowe wyjście do znajomych. W niedzielę nie miałam ochoty spacerować po mieście, co proponował Konrad i nic sensownego na spędzenie wolnego czasu poza domem mi do głowy nie przychodziło więc zostaliśmy w domu. Oboje mieliśmy wolny poniedziałek. Konrad odbył spotkanie z projektu, wpadł na chwilę do domu, by po ok. 2 godzinach wyjść na zaplanowane spotkanie. Moja koleżanka postanowiła inaczej spędzić ten dzień niż ze mną i nasze spotkanie odwołała. Zostałam sama w domu i rozgoryczenie we mnie rosło. Oczywiście, mogłam zaplanować sobie ten wolny czas. Ale nie miałam na to chyba ani chęci, ani koncepcji. Początkowo chciałam wziąć samochód i gdzieś pojechać. Tylko, że to nie był dobry dzień na samotne wyprawy. Po cichu liczyłam, że Konrad wiedząc, że siedzę sama w domu wróci trochę wcześniej ze spotkania. Przeliczyłam się, a wraz z mijającym czasem stawałam się coraz bardziej zła. Kiedy wrócił dałam upust swojemu niezadowoleniu. Od słowa do słowa atmosfera między nami gęstniała. Moja mądrość czmychnęła w odległe zakątki, a ja strzelałam słowami nawet grubego kalibru. Ponieważ mnie bolało, że o mnie nie pomyślał więc uderzałam, by poczuł to dobitnie. Oliwą do ognia była jeszcze informacja, że to spotkanie nie było tylko z kolegą, ale też z koleżanką. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Nieszczęśliwa, mała, kapryśna dziewczynka we mnie mogła pokazać co potrafi. Mam świadomość, że okazywane wcześniej moje niezadowolenie z tego, że spotyka się nie tylko z kolegą, ale także z tą dziewczyną poskutkowało, że teraz Konrad nie powiedział mi o tym. Nie poznaję siebie. Nigdy nie byłam typem zazdrośnicy....teraz jestem. Nigdy nikogo nie ograniczałam......teraz tak się zachowuję. Zachowałam marne resztki zdrowego rozsądku i opanowałam w końcu potok pełnych goryczy słów jaki płynął z moich ust. Pozwoliłam nam na spokojny dialog. Doskonale rozumiem, że każde z nas ma prawo do części własnej strefy życia. Przecież sama nie lubię być ograniczana. A teraz zachowuję się jak kompletna idiotka. Co się takiego stało, że pozwalam by zazdrość rozrastała się we mnie do takich rozmiarów ? Dlaczego zachowuję się jakbym chciała Konrada mieć tylko dla siebie ? Zupełnie tego nie rozumiem. Czuję się parszywie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz