środa, 19 września 2018

# 24



Im dłużej istnieję na tym świecie tym bardziej zaczyna mnie on mierzić. Coraz częściej nie rozumiem ludzi, a ich zachowania mnie zniesmaczają powodując, że znacznie mniej mam ochotę na kontakt z nimi.
W nocy z piątku na sobotę odbyłam tournee po szpitalach. Nagły przypadek dotyczył mojego syna Piotra. Gdyby nie nasz telefon do niego, związany z bieżącymi sprawami, zapewne dorosły człowiek zostałby w łóżku myśląc o porannym wstaniu do pracy. Intuicja matki podpowiadała, by jednak podjechać do niego i sprawdzić co się dzieje. Wysoka temperatura, która po podaniu medykamentu nie zamierzała się zmniejszyć, skłoniła nas do podjęcia decyzji o szukaniu pomocy najpierw u lekarza dyżurnego. Nie mógł nam niestety znacząco pomóc więc odesłał nas na SOR. Mieliśmy do wyboru nawet dwa. W międzyczasie zaczął padać deszcz, który przemoczył nas w czasie pokonywania krótkiego odcinka drogi od samochodu do budynku szpitala. Tłum ludzi. Obojętność personelu. Długi okres oczekiwania na przyjęcie. Krótkie, podstawowe badania, następnie oględziny obolałych nóg syna ot po prostu w poczekalni, w bliskiej obecności innych chorych. Poszanowanie godności i intymności pacjenta to pojęcie kompletnie abstrakcyjne dla lekarza. Niczym kurczak na taśmie produkcyjnej poddany krótkiej ocenie czy się nadaje z wyglądu, czy też może nie. Potem informacja – kit, że źle trafiliśmy, że musimy jechać do innego szpitala. Na moje sarkastyczne pytanie, czy chce nam pani powiedzieć, że istnieje rejonizacja SOR ?, otrzymaliśmy potwierdzenie ! Nie wierzyłam własnym uszom. Ugryzłam się język, by powstrzymać się od polemiki z osobą, która beznamiętnie odmówiła nam pomocy. Przebiliśmy się ponownie przez ścianę deszczu udając się do innej placówki, w której jak się okazało SOR jako taki już nie istnieje. Dzięki podpowiedzi zaspanej pielęgniarki trafiliśmy na oddział nocny, który na szczęście był w pobliżu. Nie był to SOR, ale nie odmówiono nam pomocy. Piotr miał nawet wykonane badanie, które nie potwierdziło podejrzeń o poważną chorobę. W związku z tymi podejrzeniami, oczekując na wizytę u specjalisty, moje dziecko przez ponad miesiąc karmiło się heparyną. Wróciliśmy do domów grubo po północy. Ciąg dalszy diagnozowania choroby, która od dłuższego czasu męczyła Piotra, nastąpił wczoraj. Po wielu godzinach okupowania poczekalni jednego z oddziałów szpitalnych prawdopodobnie trafnie nazwano bolączkę i przepisano leki. Mam nadzieję, że medykamenty okażą się pomocne, a ja jeszcze długo nie będę zmuszona korzystać z pomocy naszej służby zdrowia.
Wydarzenia ostatnich dni, rozgaszczająca się na dobre jesień i pewnie jeszcze parę innych rzeczy, znacznie pogorszyły mój nastrój. Włączyłam nadwrażliwość na wszystko. Bezczelne kłamstwa ludzi, które naprawdę nie wiem czemu mają służyć, doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Nie umiem przejść obok tego obojętnie. 
 W tym nieciekawym okresie znacznie rozluźniły się moje relacje z Arturem, wieloletnim kolegą.  Nie można tak po prostu, bez słowa, odejść !  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz