piątek, 11 maja 2018

# 19


Przychodzi taki dzień, gdy nieoczekiwanie, nawet w środku tego dnia, wpadam na nieproszonego gościa, a ten zagarnia mnie do siebie swymi ramionami. Dzieje się to tak szybko i sprawnie, że nim się obejrzę cała moja pozytywna energia znika niczym kamfora. Właśnie wczoraj tak się stało. Spotkanie po pracy z koleżanką nie było w stanie przegonić smutku we mnie. Beznamiętnie podzieliłam się wrażeniami z ostatnich wydarzeń. Z niechęcią grzebałam w zamówionej sałatce z grillowanym kurczakiem i jeszcze bardziej zniechęciłam się do rukoli. Z ulgą wyszłam z restauracji i zadzwoniłam po Konrada, by mnie zabrał do domu. A dziś.....za oknem piękne słońce, a ja nadal smęcę. Najchętniej rzuciłabym wszystko i zaszyła się w najodleglejszym krańcu świata....sama ! Jak mawiał Piotr Bałtroczyk....boli mnie w człowieku......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz