W
gorącym dla mnie czasie kończenia remontu łazienki, sprzątania po
nim i wreszcie przeprowadzki, nawet nie zauważyłam, że np.
zakwitły forsycje. Dzisiaj, pospiesznie przemierzając drogę do pracy, dotarło do mnie, że przyroda
zaskoczyła mnie swoim ożywieniem, pokrytą bielą mirabelką, pąkami liśćmi, a zapach wilgotnej ziemi
zakręcił mi w głowie. Wiosna...ech.....już jest. Za oknem w pracy kasztan,
już za parę chwil, będzie machał do mnie zieloną łapką. Nie
zauważam chłodu, ani wilgotnej aury. Bardzo dużo spraw muszę ogarniać na cito. Zdecydowanie ta zmiana mieszkania jest bardziej
czasochłonna. Mimo ogromnego zmęczenia tym wszystkim oboje z
Konradem jesteśmy na nowym miejscu szczęśliwi. Wychodzę na
balkon by cieszyć się ptasimi koncertami i chyba nawet dzięcioł
wczesnymi porankami wystukuje swoją melodię. Wieczorami wsłuchuję
się w ciszę. Mimo tego, że jeszcze wiele porządków w nowym
lokum przede mną, to cieszę się wracając tam po pracy. Mieszkanie powoli zaczyna wyglądać tak jak chciałam. Co prawda
nadal jesteśmy spakowani w pudełka, a ubrania leżą w workach, ale
nowa szafa w sypialni już stoi. W maju dotrze do nas nowy narożnik
i to już będzie ostatni mebel, którego nam brakuje. Pozostaną
nam do zrobienia inne detale, ale te mogą zaczekać.
Mnóstwo
rzeczy, które działy się na co dzień, pozwoliły mi mniej myśleć
o tym, że muszę pogodzić się z odejściem ze swojego życia Arka. Znamy się parę lat, był mi bliski jak brat. Tak go w sumie
traktowałam. Czekałam cierpliwie, aż jego pracoholizm pozwoli nam
spotkać się, by porozmawiać. Kiedyś umawialiśmy się na gadulca
po mojej pracy, na wspólny lunch. Covid zabrał tam tę ostatnią
możliwość spotkań. Pisał sms-y, przepraszał, że rzadko się
odzywa, obiecywał, że to się zmieni. Uśmiechałam się do jego
deklaracji. Nie zatrzymywałam go, wiedział, że jestem, że czekam. Wiem, że ludzie pojawiają się w
naszym życiu, spełniają swoją rolę i odchodzą. Często
odchodzą tak, jakby ich nigdy nie było. Byłam kiedyś zwolenniczką tzw.
krótkich cięć. Nie lubiłam rozwlekać w czasie rozstań. Arek odchodził stopniowo, po kawałeczku. Z każdym dniem było go
coraz mniej. Pozostał ślad. A rozłożone w czasie rozstanie jest ok.